Mama umiera, a ja chodzę do pracy. Czy coś jest ze mną nie tak?

Mama umiera, a Ty nadal chodzisz do pracy i masz wyrzuty sumienia? Sprawdź, czym jest żałoba antycypacyjna i dlaczego codzienne funkcjonowanie nie oznacza braku miłości.

CHOROBA

Justyna Tokarz i Paulina Grodzka

7/6/20266 min read

Mama umiera, a ja chodzę do pracy. Czy coś jest ze mną nie tak?

Mama jest w stanie paliatywnym. Wiesz, że leczenie przyczynowe się skończyło. Lekarz użył słów „opieka objawowa”, „komfort” i „nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile czasu zostało”.

Następnego dnia wstajesz o 6:20.

Myjesz włosy. Robisz kawę. Jedziesz do pracy.

O 9:00 odpowiadasz na maila. O 11:30 denerwujesz się, bo ktoś znowu nie uzupełnił tabelki. W porze obiadu śmiejesz się z koleżanką, bo opowiada historię o swoim psie. Przez siedem minut naprawdę Cię to bawi.

I wtedy przychodzi myśl:

„Moja mama umiera, a ja siedzę tutaj i się śmieję. Co jest ze mną nie tak?”

Nic, co samo w sobie świadczyłoby o braku miłości do mamy.

Możliwe, że właśnie jesteś w żałobie. Tak, mimo że mama nadal żyje.

Żałoba może zacząć się przed śmiercią

W psychologii mówi się o żałobie antycypacyjnej, nazywanej również żałobą przed stratą. Pojawia się wtedy, gdy człowiek zaczyna przeżywać utratę, zanim dojdzie do śmierci bliskiej osoby. Może dotyczyć nie tylko przyszłej śmierci, ale też zmian, które już się wydarzyły: utraty wspólnych planów, dawnego sposobu życia, samodzielności chorego czy relacji takiej, jaką znaliśmy wcześniej.

Mama jeszcze żyje.

Ale być może nie dzwoni już rano z pytaniem, czy masz czapkę.

Nie pojedziecie razem nad morze.

Nie odbierze wnuczki z przedszkola.

Nie usiądzie przy stole w święta tak, jak robiła to przez ostatnie trzydzieści lat.

Czasami człowiek zaczyna opłakiwać właśnie te straty.

A później jedzie do pracy.

„Ale ja w pracy funkcjonuję zupełnie normalnie”

To zdanie słyszymy bardzo często.

„W szpitalu płaczę, a później jadę do pracy i normalnie rozmawiam z ludźmi”.

„Potrafię prowadzić spotkanie”.

„Wczoraj zrobiłam prezentację”.

„Nawet się śmiałam”.

I właśnie to potrafi uruchomić ogromne poczucie winy.

Bo w głowie mamy czasami bardzo filmowy obraz cierpienia. Jeżeli naprawdę kocham mamę, powinnam cały czas płakać. Nie powinnam mieć apetytu. Nie powinnam interesować się tym, że klient nie odpisał. A już na pewno nie powinnam śmiać się przy kawie.

Tylko że psychika rzadko działa w ten sposób.

Silne emocje związane ze stratą nie muszą być obecne bez przerwy. Mogą pojawiać się nagle, zmieniać swoje nasilenie i przeplatać z okresami względnie zwyczajnego funkcjonowania. W żałobie mogą występować smutek, odrętwienie, zmęczenie, złość czy poczucie winy, ale nie muszą pojawiać się jednocześnie ani przez całą dobę.

Możesz płakać w samochodzie pod szpitalem, a czterdzieści minut później poprawiać komuś przecinek w dokumencie.

Jedno nie kasuje drugiego.

Twój mózg nadal ma tabelki do zrobienia

Wyobraź sobie, że dostajesz informację:

„Mama umiera”.

To zdanie nie usuwa z mózgu wszystkich pozostałych informacji.

Nadal wiesz, jak prowadzić samochód. Nadal pamiętasz hasło do komputera. Nadal rozpoznajesz głos koleżanki. Nadal potrafisz wykonywać czynności, które robiłaś setki razy.

Co więcej, rutynowe zadania mogą wymagać od Ciebie zupełnie innego rodzaju uwagi niż siedzenie przy łóżku mamy i myślenie o tym, że za kilka tygodni lub miesięcy może jej nie być.

Dlatego niektórzy ludzie w pracy funkcjonują zaskakująco dobrze.

Do momentu, aż ktoś zapyta:

„Jak mama?”.

Albo zadzwoni telefon z numeru szpitala.

Albo w sklepie zobaczą jej ulubiony jogurt.

I nagle całe to „świetne funkcjonowanie” znika w trzy sekundy.

To nie znaczy, że wcześniej udawałaś.

Emocje związane z żałobą potrafią przychodzić falami i być uruchamiane przez konkretne przypomnienia o chorobie lub stracie.

Praca może być miejscem, w którym przez osiem godzin mama nie umiera

To zdanie może brzmieć brutalnie.

Ale czasami dokładnie tak jest.

W szpitalu patrzysz, czy mama oddycha.

W domu sprawdzasz telefon.

Pod prysznicem myślisz o pogrzebie, chociaż mama nadal żyje, a później masz wyrzuty sumienia, że w ogóle pomyślałaś o pogrzebie.

W nocy analizujesz ostatnią rozmowę z lekarzem.

A w pracy?

Ktoś chce fakturę.

Ktoś nie może znaleźć dokumentu.

Drukarka znowu nie działa.

Przez chwilę problemem jest drukarka.

I czasami to jest ogromna ulga.

Nie każda osoba potrzebuje natychmiastowego zwolnienia i całkowitego wycofania się z codzienności. Dla części ludzi zachowanie fragmentów zwykłego dnia daje strukturę w sytuacji, w której bardzo wiele rzeczy stało się nieprzewidywalnych.

Problem zaczyna się nie wtedy, kiedy pracujesz. Problem może zacząć się wtedy, kiedy praca staje się jedynym miejscem, do którego uciekasz przed wszystkim, co czujesz.

„Biorę dodatkowe zmiany. Nie chcę wracać do domu”

Tutaj warto zadać sobie kilka niewygodnych pytań.

Czy pracuję, bo rutyna pomaga mi przetrwać dzień?

Czy pracuję, bo potrzebuję pieniędzy i życie nie zatrzymało rachunków razem z chorobą mamy?

Czy po prostu lubię swoją pracę i przez kilka godzin chcę być również kimś innym niż „córką umierającej mamy”?

Czy może biorę trzecią dodatkową zmianę, bo boję się zostać sama ze swoimi myślami?

Nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi.

Ale jest różnica między „praca pomaga mi utrzymać się na powierzchni” a „jeżeli zatrzymam się na pięć minut, wszystko mnie zaleje, więc nie zatrzymuję się od trzech miesięcy”.

Unikanie trudnych myśli i emocji może chwilowo przynosić ulgę. Jeżeli jednak całe funkcjonowanie zaczyna być podporządkowane temu, żeby tylko nie mieć kontaktu z tym, co się dzieje, warto przyjrzeć się temu bliżej.

Najgorsze pytanie świata: „Dlaczego nie jesteś teraz przy mamie?”

Bo jesteś w pracy.

Bo masz dzieci.

Bo masz kredyt.

Bo mama śpi przez większość dnia.

Bo wczoraj siedziałaś przy niej sześć godzin.

Bo dzisiaj nie masz siły patrzeć na szpitalną salę.

Bo pokłóciłyście się tydzień temu i nadal jesteś zła.

Bo kochasz ją i jednocześnie jesteś potwornie zmęczona.

Bo czasami masz ochotę, żeby ten telefon ze szpitala już zadzwonił, a sekundę później jesteś przerażona własną myślą.

W pracy z rodzinami osób ciężko chorych spotykamy emocje, o których ludzie bardzo rzadko mówią przy stole.

Miłość.

Smutek.

Złość.

Zmęczenie.

Ulgę.

Irytację.

Nadzieję, mimo że lekarz powiedział, że nie ma już leczenia przyczynowego.

Myśl: „niech to się już skończy”.

A chwilę później: „błagam, jeszcze nie”.

Żałoba antycypacyjna może wiązać się między innymi ze smutkiem, lękiem, poczuciem winy, złością, odrętwieniem czy przytłoczeniem. Nie każdy doświadcza jej w ten sam sposób.

To, że pojawia się myśl, której się przestraszyłaś, nie oznacza automatycznie, że chcesz ją zrealizować ani że mówi ona całą prawdę o Twojej relacji z mamą.

Co zrobić dzisiaj? Pierwsza pomoc psychologiczna dla bliskiego osoby umierającej

Nie będziemy Ci mówić: „dbaj o siebie”.

Bo prawdopodobnie już ktoś Ci to powiedział.

I być może masz ochotę odpowiedzieć: „świetnie, tylko między pracą, szpitalem i telefonami do rodziny nie wiem nawet, kiedy umyłam włosy”.

Spróbuj czegoś bardziej konkretnego.

Ustal jedną osobę do przekazywania informacji rodzinie. Jeżeli po każdej rozmowie z lekarzem wykonujesz siedem telefonów i siedem razy opowiadasz, że mama jest słabsza, siedem razy przechodzisz przez tę samą historię. Wyślij jedną wiadomość do jednej osoby i poproś ją o przekazanie informacji dalej.

Przed wejściem do pracy zdecyduj, kto może zadzwonić do Ciebie w każdej chwili. Szpital? Tata? Siostra? Reszta świata może poczekać. Jeżeli boisz się przegapić ważny telefon, ustaw dla tych numerów osobny dźwięk. Nie musisz sprawdzać ekranu co trzy minuty.

Jeżeli ktoś pyta o mamę, przygotuj jedno zdanie. „Stan jest ciężki. Nie chcę teraz o tym rozmawiać, ale dziękuję, że pytasz”. Nie jesteś zobowiązana do codziennego raportu medycznego dla całego biura.

Zdecyduj, czego dzisiaj nie zrobisz. Nie „co jeszcze muszę”. Czego nie zrobisz. Nie ugotujesz obiadu. Nie odpiszesz kuzynce. Nie pojedziesz po zakupy. W kryzysie czasami nie potrzebujemy lepszej organizacji. Potrzebujemy zmniejszyć liczbę rzeczy do zorganizowania.

Jeżeli możesz, nie podejmuj każdej ważnej decyzji sama. Silny stres i przeciążenie mogą wpływać na uwagę oraz przetwarzanie informacji. Przy rozmowie z lekarzem możesz mieć drugą osobę, zapisywać informacje albo poprosić o powtórzenie tego, czego nie zrozumiałaś.

I jeszcze jedno.

Jeżeli dziś w pracy zaśmiałaś się z głupiego filmu z kotem, nie musisz później „odpokutować” tego dodatkową godziną przy łóżku mamy.

Śmiech nie zabrał jej ani minuty Twojej miłości.

Kiedy warto porozmawiać z psychologiem?

Nie dopiero wtedy, kiedy „się rozsypiesz”.

Możesz przyjść wcześniej.

Kiedy mama nadal żyje.

Kiedy nie wiesz, czy brać zwolnienie.

Kiedy boisz się wejść na oddział.

Kiedy jesteś wściekła na rodzeństwo, bo wszystko zostało na Twojej głowie.

Kiedy masz wyrzuty sumienia, że chodzisz do pracy.

Kiedy czujesz ulgę, gdy przez kilka godzin nie myślisz o chorobie.

Kiedy zaczynasz planować pogrzeb i przeraża Cię, że potrafisz wybierać kwiaty dla osoby, która jeszcze oddycha.

Rozmowa ze specjalistą zajmującym się żałobą i wsparciem osób w obliczu przewidywanej śmierci bliskiego może pomóc w przechodzeniu przez żałobę antycypacyjną.

W Gabinecie Terapeutycznym U Dziewczyn pracujemy również z osobami, których bliscy są ciężko chorzy, znajdują się w opiece paliatywnej lub u kresu życia.

Możesz spotkać się z nami w gabinecie, online, a w określonych sytuacjach również umówić wizytę poza gabinetem.

Nie musisz czekać na śmierć bliskiej osoby, żeby uznać, że to, przez co przechodzisz, już teraz jest stratą.

Umów wizytę. Przejdziemy z Tobą przez to, czego nie da się ominąć.